mar 25 13

Świadek wiary i braterskiej miłości

Angel
n200742_026

Odrzucenie, męka naszego Pana Jezusa Chrystusa, nie zamknęła się w czasie i przestrzeni Jego publicznego życia i przemierzania ziemi palestyńskiej. Okazuje się, że i w naszych czasach przesłanie o miłości potężniejszej niż śmierć, o ofierze rodzącej nadzieję i dającej szansę życia, o miłości nieprzyjaciół, rozbrzmiewa pełnym echem. Przykładem takiej postawy jest św. Maksymilian Maria Kolbe.

Proponowana prezentacja zaprasza nas do zapoznania się z heroizmem życie franciszkanina, świadka wiary i braterskiej miłości aż do końca…

Prezentacja do pobrania: Droga – Auschwitz

Rajmund urodził się w Zduńskiej Woli koło Łodzi 8 stycznia 1894 r. Był drugim z kolei dzieckiem.

Od najwcześniejszych lat  wyróżniał się szczególnym nabożeństwem do Matki Bożej. Jako mały chłopiec kupił sobie figurkę Niepokalanej. Nie był on jednak chłopcem idealnym. Pewnego dnia na widok swawoli syna matka odezwała się do niego z wyrzutem: „Mundziu, co z ciebie będzie?” Chłopak zawstydził się i spoważniał; odtąd zaczął oddawać się modlitwie przy domowym ołtarzyku. Miał ok. 12 lat, kiedy prosił Matkę Bożą, aby mu Ona sama odpowiedziała, kim będzie. Jak opowiadał później mamie, pokazała mu się wtedy Maryja trzymająca dwie korony: jedną białą i drugą czerwoną, i zapytała, czy je chce. „Biała miała oznaczać, że wytrwam w czystości, a czerwona, że będę męczennikiem.

Będąc w gimnazjum, Rajmund postanowił zbrojnie walczyć dla Maryi. Wkrótce jednak doszedł do przekonania, że takiej walki nie da się połączyć ze stanem duchownym, który chciał obrać. Postanowił więc zrezygnować z powołania duchownego i kapłańskiego. W tej krytycznej chwili zjawiła się we Lwowie jego matka i wyznała obu synom, że postanowiła z ojcem poświęcić się na służbę Bożą. Matka miała wstąpić do benedyktynek we Lwowie, a ojciec – do franciszkanów w Krakowie. Rajmund ujrzał w tym wyraźną wolę Bożą i uznał, że jego przeznaczeniem jest pozostanie w zakonie. Poprosił więc o przyjęcie do nowicjatu, który rozpoczął 4 września 1910 r. Przy obłóczynach otrzymał imię zakonne Maksymilian.

W roku 1919, po siedmiu latach pobytu w Rzymie, gdzie studiował, o. Maksymilian wrócił do Polski. Postanowił dołożyć wszystkich sił, aby stała się ona królestwem Maryi. Przełożeni przeznaczyli go na nauczyciela historii Kościoła w seminarium zakonnym w Krakowie. Zaczął werbować kleryków do Milicji Niepokalanej. Później założył słynny po dziś dzień Niepokalanów, gdzie wydawał Rycerza Niepokalanej.

1 września 1939 r. wybuchła druga wojna światowa. Już 12 września Niepokalanów dostał się pod okupację niemiecką. 19 września gestapo aresztowało mieszkańców, którzy nie zdołali na czas uciec lub uciekać nie chcieli. W obozie tymczasowym w Lamsdorf (Łambinowice), a potem w Amteitz (Gębice) franciszkanie pozostali od 24 września do 8 listopada. Było tam 14 tys. więźniów. Głód i robactwo dawało się bardzo we znaki. Esesmani bili więźniów i poniewierali ich. 9 listopada przewieziono franciszkanów do Ostrzeszowa. W samą zaś uroczystość Niepokalanej (8 grudnia) nastąpiło zwolnienie wszystkich z obozu. O. Kolbe natychmiast wrócił do Niepokalanowa.

Trzeba było przygotować ok. 3000 miejsc dla wysiedlonych Polaków z poznańskiego, wśród których było ok. 2000 Żydów. Znowu zdołał o. Kolbe skupić dokoła siebie wielu współbraci. Nie mogąc wydawać żadnych pism, zorganizował nieustanną adorację Najświętszego Sakramentu i otworzył warsztaty dla ludności: kuźnię, blacharnię, dział naprawy rowerów i zegarów, dział fotografii, zakład krawiecki i szewski, dział sanitarny itp.

17 lutego 1941 r. w Niepokalanowie ponownie zjawiło się gestapo i zabrało o. Kolbego i 4 innych ojców. Wywieziono ich do Warszawy. O. Kolbego umieszczono na Pawiaku. Strażnik na widok zakonnika w habicie z koronką u pasa zapytał, czy wierzy w Chrystusa. Kiedy otrzymał odpowiedź „wierzę”, wymierzył mu silny policzek. To powtórzyło się wiele razy, ale o. Kolbe nie ustąpił. Wkrótce jednak zabrano mu habit i nakazano wdziać strój więźnia. 28 maja 1941 r. został wywieziony do Oświęcimia wraz z 303 więźniami. Tu otrzymał na pasiaku numer 16670. Przydzielono o. Kolbego do oddziału „Krwawego Krotta”, znanego kryminalisty. Pewnego dnia Krott tak skatował o. Kolbego, że był cały pokrwawiony. Kazał jeszcze wymierzyć mu 50 razów. Przekonany, że nie żyje, kazał przykryć go gałęziami. Koledzy jednak wyciągnęli go i umieścili w rewirze. Cierpiał strasznie. Ale wszystko znosił heroicznie, dzieląc się nawet swoją głodową porcją z innymi. Współwięźniów pocieszał i zachęcał do oddania się w opiekę Niepokalanej.

Przeżyjmy wspólnie chwilę modlitewnego zamyślenia i zadumy nad ostatnimi dniami życia św. Maksymiliana, wielkiego Polaka, człowieka o niezwykłym rozmiłowaniu w Bogu i Maryi; człowieka, który ukazał całemu światu na czym polega miłość bratnia, miłość aż do śmierci…

„Nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś oddaje swoje życie za przyjaciół” Jezus

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress