lis 23 12

Bycie „dla”, czy bycie „z”? Pytanie nie bez znaczenia…

admin
ChomikImage.aspxxfreytu

Z pozoru może się to wydawać dziwne, prowokacyjne, lub zupełnie niewarte uwagi, aby zatrzymywać się nad tak banalnym (jak się okaże jedynie w domyśle banalnym) pytaniem. Dla pewnej grupy osób, w zasadzie oprócz różnicy językowej, przywołane pytanie niewiele wnosi w przestrzeń interpretacyjną, nie wspominając już o działaniowej. Zbyt szybko, i niestety, machinalnie, utożsamiamy te dwie formy naszego „towarzyszenia” (zdaję sobie sprawę z tego, iż towarzyszenie zawiera w sobie obydwa prowokacyjne słowa-klucze) człowiekowi. Pewnie nie byłoby warte uwagi pochylenie się nad „sztucznym problemem językowych  dywagacji”, gdyby całość rozumienia „dylematu słownego” nie przekładała się na działanie, a więc praktyczną czynność służebną, związaną z okazywaniem jakiejkolwiek formy pomocy naszym potrzebującym.

Bycie „dla”, owszem, zakłada pewną formę dyspozycyjności, gotowości, otwartości i zawiera w sobie gotowość ofiarowania czasu, potencjału, uzdolnień, możliwości na rzecz bliźniego. Niemniej jednak, nie o tę gotowość w całym „sporze interpretacyjnym” idzie. Raczej należy się przyjrzeć motywacji działania oraz spojrzeniu na bliźniego. W przypadku naszego bycia „dla”, choć to może z pozoru wyda się teoretyzowaniem, występujemy ze stanowiska tego, który coś „ma”.  Ma więcej niż drugi, staje się „dającym”, „rozdającym”, czasami nawet „świadczącym dobroć” w poczuciu bliżej nieokreślonej pozycji wyższości (materialnej, społecznej, uznaniowej, itd.). Jestem „dla” bliźniego, bo daję z szeroko rozumianego skarbca wyznawanych wartości, posiadając różnorakie dobra aksjologiczne, materialne. Tak jakbym ciągle działał w atmosferze życiowego pogotowia, choć z poczuciem misji, to jednak nieco wyżej stojący w niemal każdej przestrzeni życiowych umiejętności i stanu posiadania. Tymczasem, przenikając zamysł potrzebującego (każdego!!!), chyba o wiele bardziej istotnym jest bycie „z”. Co więc oznaczałby ten drobny, językowy szczegół? Pewnie w pierwszej kolejności, niesie w sobie znaczeniowo postawę utożsamiania się z człowiekiem, nie zaś z jego problemem. Innymi słowy- czuję się taki jak Ty, choć kontekst moich życiowych spraw, dylematów, dramatów, niepowodzeń, cierpień, ma inny charakter. Łączy mnie nasze człowieczeństwo, nasza natura, wspólne pielgrzymowanie przez doczesność, nie zaś światopoglądowo czy ideologicznie wykuta potrzeba, moralna, lub czysto naturalistyczna chęć pomocy, dla lepszego samopoczucia, zaspokojenia sumienia, czy uzyskania aprobaty społecznej z tytułu świadczonej pomocy. Bycie „z” to dostrzeżenie człowieka, samego w sobie, bez dokładania, stygmatyzowania go z góry zaprojektowaną bezdomnością, dramatem porzucenia, nieuleczalnej choroby itd. Jestem „z” nim w pierwszej kolejności dlatego, że jest człowiekiem, moim bliźnim. Pomijam jego dramat życiowy, zagubienie, a nawet religię, stan pochodzenia, posiadania itd. Chronologicznie późniejszym od bycia „z”, jest bycie „dla”. Najpierw odkryjmy w naszym rozmówcy, przechodniu, anonimowym zabłąkanym, CZŁOWIEKA, a później potrzebującego. Niech on nam o tym powie! Unikajmy mechanizmu projekcji, który uczyni z bliźniego tylko kogoś potrzebującego a ze mnie jedynie słusznie dającego!!! Oto pierwsza różnica związana z patrzeniem na człowieka, jak wspomniałem, odwołująca się do naszego patrzenia na człowieka.

Druga różnica związana jest z naszym szeroko pojętym działaniem. Otóż przyjmując dewizę bycia „dla” (bądź co bądź uprzedmiotowującą innych), występujemy z pozycji darczyńcy, kogoś wyższego, a nie współbrata, chciało by się napisać współ-człowieka, który dzieli w taki sam sposób swoją codzienność, choć nie w ten sam sposób („taki”, bo egzystuje w codzienności, pielgrzymuje, zmaga się; „ten”- jakościowo inny, bo przecież ja nie choruję na nieuleczalną chorobę, nie jestem bezdomny, porzucony, itd.). Bycie „z” to nawiązanie dialogu, próba uchwycenia się elementarnej prawdy o naszym wspólnym przemierzaniu codzienności, w poszanowaniu innej formy jej przeżywania.

Proszę pozwolić że posłużę się przykładem dla zobrazowania z pozoru subtelnej i mało wychwytywanej różnicy pojęć (a co za tym idzie , działań) bycia „dla” i bycia „z”. Przykład przywołam z książki  A. Barchan, K. Wiśniewska pt. Kobieta nie jest grzechem (oczywiście odtwarzam z pamięci). Pani Katarzyna prowadzi „wywiad-rzeka” z s. Anną, na co dzień pracującą/posługującą wśród osób bezdomnych i kobiet prostytuujących się w środowisku Katowickim. Wspomina o bardzo znaczącej formie traktowania osób potrzebujących, wytyczając zarazem, pewne priorytety służby, wynikające z chrześcijańskiej misji służby bliźniemu. Wspomniana Siostra mówi, iż można przyjść na katowicki dworzec, zobaczyć bezdomnego, podejść do niego i podać mu kubek ciepłej herbaty, mówiąc: Masz, napij się herbaty!. Wspaniały gest, niezwykle odważny, moralnie poprawny, niemal heroiczne świadectwo wiary i miłości bliźniego. Jednak równie dobrze można przyjść do tego bezdomnego, przynieść dwa kubki herbaty i z uśmiechem na twarzy zapytać” Czy chciałbym się pan ze mną napić herbaty?”. Z pozoru subtelna różnica bycia „dla” w pierwszym przypadku, wobec bycia „z” w drugim przypadku, nabiera znaczenia, wyrazistości i przekonania!. Oto prawdziwe rozumienie Chrystusowego wezwania, wynikającego z przykazania miłości bliźniego .

A tak na marginesie…to właśnie nasze bycie „z”, będące miłością chrześcijańską Caritas, odróżnia, a raczej odróżniać powinno, poczynania akcji filantropijnych, które za dewizę stawiają sobie jedynie bycie „dla” Bycie „z” jest nieustanne, jeśli nawet nie w fizycznej obecności, to w łączności duchowej, bycie zaś „dla” to chwilowy zachwyt, poczucie zadowolenia i sukcesu…bez spojrzenia i odpowiedzialności na tego, który od chwili naszego kontaktu i relacji, staje się naszym, moim bliźnim…nie tylko na kwadrans!

Ks. J.Sz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress